Dzisiaj jest 14/12/2017

Artykuły:

Nie ma reform bez traktatu

PO zrobiła wiele gestów wobec środowisk prawicowych, ale przyłączenie się do przeciwników konstytucji europejskiej to byłaby przesada.
Nie ma reformy bez traktatu
Unia wyposażona w traktat konstytucyjny będzie lepsza niż obecna. Według badań opinii publicznej większość zwolenników PO popiera traktat. Tymczasem Jan Rokita zapowiada, że “zrobimy wszystko”, aby nie wszedł w życie.
Rozpoczęła się poważna dyskusja na temat […]

PO zrobiła wiele gestów wobec środowisk prawicowych, ale przyłączenie się do przeciwników konstytucji europejskiej to byłaby przesada.

Nie ma reformy bez traktatu

Unia wyposażona w traktat konstytucyjny będzie lepsza niż obecna. Według badań opinii publicznej większość zwolenników PO popiera traktat. Tymczasem Jan Rokita zapowiada, że “zrobimy wszystko”, aby nie wszedł w życie.

Rozpoczęła się poważna dyskusja na temat ratyfikacji traktatu konstytucyjnego. Istotne znaczenie mieć w niej będzie głos Platformy Obywatelskiej. Przed tym środowiskiem stoi kluczowe pytanie - Czy traktat konstytucyjny jest dobry, czy zły dla funkcjonowania i rozwoju Unii?. Spróbujmy na nie odpowiedzieć.

Zacznijmy od tego, że UE nie potrzebuje konstytucji. Będąc organizacją autonomiczną, samoistną, działa na podstawie własnego porządku prawnego. Konstytucję, rozumianą jako ogólne zasady ustrojowe, już więc ma. Ma też dokumenty pełniące rolę aktu założycielskiego, kamienia węgielnego. Po co więc ten traktat? Po co tak kompleksowa ustawa, odnosząca się do wszystkich aspektów działalności Unii?

Unia potrzebuje reformy

Po to, by Unia mogła się szybko zreformować. Od początku lat 90. funkcjonuje źle. Po pierwsze, jej procedury decyzyjne są zbyt skomplikowane, podział kompetencji pomiędzy instytucje wspólnotowe a narodowe jest niejasny, obszary zaangażowania zbyt liczne i rozmyte, deficyt demokracji zagraża stabilności i rozwojowi. Potrzeba reformy jest tu szczególnie zrozumiała dla środowiska Platformy Obywatelskiej. Dbałość o sprawność i oszczędność instytucji publicznych znajduje się na czele naszych priorytetów. Byłoby nielogiczne, gdybyśmy chcieli usprawniać instytucje narodowe, a tolerować niesprawność instytucji europejskich. Po drugie, niesprawne są relacje między instytucjami a obywatelami. Na ten temat wylano już morze atramentu, powiedzmy więc tylko, że Unia nie spełnia dziś nawet podstawowych norm demokratycznego porządku. Dla Platformy Obywatelskiej, walczącej o ścisły nadzór obywatelski nad państwem, potrzeba zmian jest tu ewidentna.

Trzecia potrzeba dotyczy przyszłości UE i jej roli w świecie. W obecnym kształcie Unia nie jest w stanie sprawnie się poszerzać, a więc realizować swej podstawowej misji, jaką jest jednoczenie Europy. Nie jest też w stanie odgrywać stabilizującej roli w świecie na miarę swojego potencjału gospodarczego i politycznego. A spełnienia takiej roli oczekują od niej obywatele Unii i inne narody. Tak wielki podmiot międzynarodowy nie może być aktywny tylko w sferze gospodarczej i unikać odpowiedzialności politycznej. I ta potrzeba jest zrozumiała dla środowiska PO - aktywność i odpowiedzialność w środowisku międzynarodowym należą do naszego kanonu programowego.

Czy ta reforma jest dobra?

Platforma Obywatelska nie może mieć więc wątpliwości, że Unia wymaga istotnej reformy. Ale czy ten konkretnie traktat wprowadza właściwe zmiany? Czy jest dobry dla Unii Europejskiej?

Uważam, że tak. “Konstytucyjna” Unia jest dużo bardziej uporządkowana i przejrzysta niż obecna - bardziej poukładana. Łatwiej będzie teraz koncentrować energię na zadaniach stanowiących sedno unijnego wysiłku. Plagą ostatnich lat było to, że różne państwa, grupy interesów i różni entuzjaści, korzystając z luk i niedomówień w traktach i naciąganych interpretacji, każdy na swój sposób realizowali szlachetny cel “coraz ściślejszej Unii”. UE rozwijała się tam, gdzie to było możliwe lub łatwe, bądź tam, gdzie chcieli tego silniejsi, a nie tam, gdzie to było najbardziej potrzebne. Traktat ten stan zakończy - konstytucja jasno definiuje i rozgranicza kompetencje Unii i państw członkowskich, określa rodzaje europejskich decyzji, upraszcza tryb ich podejmowania. Umacnia konsensus jako główny sposób podejmowania kluczowych decyzji, oddala obawy o zawłaszczenie Unii przez wielkie mocarstwa lub jakiś dyrektoriat.

Na drugim miejscu stawiam decyzje otwierające drogę do budowy wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. Jej brak jest już bardzo dolegliwy. Korzyści, jakie daje wspólny głos, mogliśmy docenić w przypadku Ukrainy. Ten przykład nam też uzmysławia, jak szkodliwa i niebezpieczna jest kakofonia w stosunkach z Rosją, USA i wobec zagrożeń XXI wieku. Konstytucja inicjuje wielki i bardzo potrzebny projekt.

Stosunkowo mało traktat wnosi w dziedzinie demokracji. Wprawdzie rośnie rola Parlamentu Europejskiego i jego kontrola nad obszarami, w których decyzje podejmowane są większością głosów; ustawodawcze posiedzenia Rady Europejskiej będą jawne; parlamenty narodowe będą mogły zatrzymać niepożądane projekty ustaw europejskich; w definicji większości kwalifikowanej znalazło się kryterium ludności - ale oczekiwania były większe. Jednak i tu każdy musi przyznać, że “konstytucyjna” Unia będzie bliższa wymogom demokracji niż obecna.

Tradycyjne lęki

Unia wyposażona w traktat konstytucyjny będzie lepsza niż obecna. Według badań opinii publicznej większość zwolenników PO popiera traktat. Dlaczego zatem Jan Rokita zapowiada, że “zrobimy wszystko”, aby nie wszedł w życie? Dlaczego zabiega o opóźnienie referendum?

Obok stałej acz nieprawdziwej tezy o drastycznym osłabieniu naszej “obecności przy głosowaniach w instytucjach unijnych”, zwracają uwagę trzy zarzuty Rokity. Pierwszy, że zapisy traktatu narażają konstytucję na “antychrześcijańskie, antykatolickie” wykładnie “rozmaitych trybunałów europejskich”. Ten zarzut kojarzy się z tradycyjnymi na Wschodzie lękami przed Zachodem jako rzekomo skażonym “skrajnym indywidualizmem, wojującą bezdusznością, religijną obojętnością, przywiązaniem do kultury masowej, odrzuceniem tradycji i wyższością ilości nad jakością” (G. Ziuganow), ale nie z tekstem traktatu. Nie jest on chrześcijański, ale czy antychrześcijański?

Inne zastrzeżenie to, że debata nad traktatem spowoduje w Unii wiele zamieszania i osłabi poczucie wspólnoty. Proces ratyfikacji będzie trudny i burzliwy. Dla proreformatorskiej partii nie powinno to być ani zaskoczeniem, ani argumentem przeciwko. Jeszcze inny zarzut, a mianowicie przeregulowanie unijnej gospodarki, jest bezpodstawny. Można mieć pretensje, że traktat nie liberalizuje gospodarki, ale na pewno nie można twierdzić, że ją bardziej krępuje.

Argumenty za opóźnieniem referendum, do czasu gdy decyzję podejmą inne kraje, są równie wątpliwe. Miałby to być sposób na odrzucenie traktatu bez ponoszenia za to odpowiedzialności, na schowanie się za plecami innych sceptycznych krajów. Tyle że proces konstytucyjny jest poważniejszym testem, niż wydaje się autorom tej sztuczki. Wygrana we Francji i Niemczech uskrzydli zwolenników politycznej integracji, da im mandat do stanowczych kroków bez oglądania się na maruderów. Tam, gdzie traktat przegra, wzmocnią się przeciwnicy Unii w ogóle, osłabnie wpływ tych krajów na decyzje europejskie.

O jeden gest za daleko

Polska (i Platforma) już raz doświadczyła skutków naiwności swoich polityków. Obrona Nicei oparta była na fałszywej diagnozie i z góry skazana na niepowodzenie. Jacek Saryusz-Wolski do końca twierdził, że “sprzyjających Nicei krajów jest co najmniej dziesięć, jeśli nie więcej”. Politycy od prawa do lewa bredzili o “wiecznym” sojuszu polsko-hiszpańskim. A w rzeczywistości byliśmy osamotnieni. Dopiero Marek Belka z godną pochwały odwagą wyprowadził Polskę z brzemiennej w groźne skutki izolacji.

Powód odrzucenia przez PO traktatu konstytucyjnego mógłby być tylko jeden, związany z zabiegami o władzę. Tak zresztą, jak w przypadku obrony Nicei, która - jak stwierdził to jeden z liderów PO - odebrała radykalnej prawicy monopol na patriotyzm. Tym razem celem byłaby jedność ugrupowań prawicowych. Przede wszystkim PO mogłaby scementować swój alians z PiS, które zapowiedziało, że nie wejdzie w sojusz z żadną partią, która poprze traktat.

Platforma zrobiła już wiele gestów wobec środowisk prawicowych. Choć nie wszystkim członkom się podobały, były zrozumiałe. Przyłączenie się do obozu przeciwników traktatu to byłby jednak “o jeden gest za daleko”. Potrzebna jest w tej sprawie poważna debata. Dobrą jej formą byłoby referendum, w którym wszyscy członkowie PO mogliby zdecydować o stanowisku swojej partii. Wierzę, że takie głosowanie przyniosłoby mocne poparcie Platformy dla traktatu i wczesnego terminu referendum. Wierzę też, że cała Polska poprze traktat.

ANDRZEJ OLECHOWSKI
Autor jest politykiem związanym z Platformą Obywatelską, byłym ministrem spraw zagranicznych

Dodany: 13 styczeń, 2005
Css Xhtml