Dzisiaj jest 27/03/2017

Artykuły:

O liberalizmie

W zeszłorocznej kampanii wyborczej ostro przeciwstawione sobie zostały “liberalizm” z “solidarnością”. Niesłusznie, bo przecież nie ma solidarności bez wolności i odwrotnie - ale tak zrobiono. Liberalizm został napiętnowany jako niemoralny i szkodliwy.
To wydarzenie dotknęło mnie osobiście. Zostałem wyeksponowany jako czołowy liberał, jeden z tych, którzy - jak ostrzega Zdzisław Krasnodębski - “chcą aby rynek zastąpił […]

W zeszłorocznej kampanii wyborczej ostro przeciwstawione sobie zostały “liberalizm” z “solidarnością”. Niesłusznie, bo przecież nie ma solidarności bez wolności i odwrotnie - ale tak zrobiono. Liberalizm został napiętnowany jako niemoralny i szkodliwy.

To wydarzenie dotknęło mnie osobiście. Zostałem wyeksponowany jako czołowy liberał, jeden z tych, którzy - jak ostrzega Zdzisław Krasnodębski - “chcą aby rynek zastąpił wspólnotę”. Albo, jak uważa Lech Kaczyński - aby status materialny decydował o możliwościach o charakterze politycznym. A to tylko najelegantsze z zarzutów.

Ten awans na wybitnego liberała bardzo mnie zakłopotał. W swojej działalności osobistej i publicznej staram się kierować nie konkretną ideologią, ale dekalogiem i wiedzą, głównie z dziedziny ekonomii. Jeśli już muszę siebie nazwać, to wybieram konserwatystę. Zatem, które z wartości jakie reprezentuję zostały napiętnowane? Które są dla kraju szkodliwe? Które mają być obecnie wyrugowane?

Wierzę, że celem działalności publicznej jest szczęście ludzi. Nie - uczynienie ludzi szczęśliwymi, bo to niebezpieczna ułuda, ale tworzenie warunków dla samorealizacji ludzi, dla osiągania przez nich swojego szczęścia. Przeczytałem na temat szczęścia wiele książek i nie znalazłem definicji, której istotnym komponentem nie byłaby wolność. Są szczęśliwi ludzie, którzy zrezygnowali z jedzenia, seksu, rodziny, części ciała, nawet życia, ale nie ma szczęśliwych wśród tych, którym odebrano swobodę wyboru, wolną wolę. Dlatego, gdy muszę wybierać między człowiekiem i wspólnotą wybieram człowieka. Dlatego, gdy zakładałem Platformę Obywatelską postawiłem jako jej cel uwolnienie energii Polaków.

Wierzę, że granicą, twardym ograniczeniem dla działań wspólnotowych jest godność człowieka. Ludzie rodzą się godni. Ten fakt nakazuje respektowanie autonomii jednostki. Narzuca traktowanie ludzi, jako zdolnych do planowania i determinowania swojej przyszłości, dokonywania świadomych i wolnych wyborów. Kto nie respektuje autonomii ludzi, ich wolności, narusza ich godność. Koniec. Kropka. Uznanie godności stanowi dziś fundament prawa w naszym kręgu kulturowym. Jest to wielkie osiągnięcie pokoleń wybitnych humanistów w tym Jana Pawła II.

Szacunek dla godności człowieka nie oznacza oczywiście zakazu ingerencji państwa w prawa jednostki. Musi być przecież kodeks karny i drogowy, obowiązek pomocy ofierze wypadku, konieczne są podatki i inne daniny. Uważam jednak, że państwo może ingerować tylko tak dalece, jak jest to niezbędne dla zachowania niezbędnej równowagi pomiędzy interesami jednostki a ogólnym interesem osób konstytuujących daną wspólnotę. Nieufnie odnoszę się do koncepcji, w której wolności osobiste można ograniczać w imię tzw. godności wspólnoty. Nie sądzę, aby godność jednostek można było sumować lub uśredniać, kto więc miałby określać godność wspólnoty? Przywódca, parlament? Duch dziejów? Widzę wiele zagrożeń związanych z praktyką na podstawie tej koncepcji. Stalin wysoko wywindował godność wspólnoty Kraju Rad kosztem milionów ofiar i zredukowanej do zera godności jednostki.

Wierzę, albo lepiej - wiem, że kapitalizm działa dzięki kreatywności ludzi. Kreatywność jest siłą napędową kapitalizmu, jego primum mobile. Stale pojawiają się ludzie, którzy chcą stworzyć coś nowego - nowy produkt, nową usługę. Realizację tego zamiaru umożliwia im wolna konkurencja. Konkurencja, która nie jest - wbrew częstemu przekonaniu - procesem niszczenie, ale tworzenia. Która jest też jedyną uczciwą drogą do bogactwa. Nowe dzieła powstają nie dlatego, że ludzie chcą niszczyć, ale ponieważ chcą tworzyć i bogacić się. Powstanie nowego dzieła nie oznacza unicestwienia starego. Dlatego żyjemy w nieprzerwanym strumieniu rosnącej wartości, która przynosi nam wszystkim dobrobyt.

Skoro kreatywność leży u podstaw kapitalizmu, należy zapewnić, aby ludzie nie natrafiali w tym zakresie na żadne przeszkody, aby w dziele tworzenia byli całkowicie wolni. Skoro wartość i dobrobyt rosną dzięki konkurencji nie należy konkurencji ograniczać. Pewną część swojego życia poświęciłem na badania protekcjonizmu i interwencji gospodarczych państwa i wiem, że gdy b. komisarz europejski Mario Monti mówi, że za tzw. ‘patriotyzmem gospodarczym ‘zawsze kryje się nie Patria, ojczyzna, ale patron, jakaś konkretna firma lub grupa interesów bliska z tych, czy innych względów aktualnej władzy, to ma rację. Dlatego zawsze zabiegałem o wolność gospodarczą.

Oto więc pogląd, który zasłużył sobie na miano niemoralnego i szkodliwego: wolność człowieka jako cel, ograniczenie i instrument działalności publicznej.

Co ten atak na wolność może oznaczać dla Polski? Obawiam się, że wiele. Antyliberałowie uważają, że wolność jest w Polsce w nadmiarze. Chcą ją zredukować. W swoim orędziu - starannym i zobowiązującym, bo przecież najważniejszym w dotychczasowym życiu - prezydent Kaczyński zapowiedział “likwidację sfer wyjętych spod społecznej kontroli”. Nie wspomniał słowem o obywatelach i ich losach. Poseł Zawisza mówi o potrzebie odejścia od demokracji liberalnej do nieliberalnej. Pan Prezydent i inni przywódcy PiS za główny cel naszego wysiłku stawiają państwo.

To są poglądy i zamiary anachroniczne, uwsteczniające. Podobne znaleźć można w wypowiedziach prezydenta Putina i chińskiego biura politycznego. Nigdy i nigdzie obywatele nie byli silni dzięki państwu, zawsze państwo czerpało siłę z obywateli. Co robić, aby te zamiary się nie spełniły? Angielskie przysłowie mówi: “pilnowany garnek nie wykipi”. Pilnować ten garnek, cholernie uważnie pilnować.

A może jednak w Polsce jest zbyt dużo wolności? Może z tej wolności korzystają tylko nieliczni, uprzywilejowani, uczestnicy “Układu”? Może zatem Polacy chętnie by swojemu suwerenowi, państwu, wolność zwrócili w zamian za jakieś inne dobra? Może jest tak - jak pisze publicysta zgadujący intencje braci Kaczyńskich - że modernizacja Polski, poszerzanie wolności przynoszą “doświadczonemu komunizmem krajowi utratę resztek wspólnoty i w efekcie patologizację życia społecznego”? Może zatem nowa umowa społeczna, inna niż liberalna demokracja, umowa ograniczająca wolność, byłaby lepszą podstawą dla powodzenia Polaków i Polski?

To są pytania, na które powinniśmy poznać prawdziwe odpowiedzi. W moim obszarze życia społecznego, w gospodarce, wyraźnie dostrzegam nie nadmiar, ale niedostatek wolności i nadmiar obowiązkowych świadczeń na rzecz wspólnoty. Pracodawcy i pracobiorcy ograniczeni są przepisami krępującymi ich kreatywność i wydajność. Co trzecia wypracowana przez nich złotówka zabierana jest przez państwo. Owszem, brakuje pomysłowości, kompetencji i rzetelności państwa, ale na pewno nie dyscypliny obywateli lub ich dodatkowych danin.

Ale to tylko wąskie spojrzenie ekonomisty, tylko na jeden obszar życia społecznego. Stąd moje pytanie do uczestników dzisiejszej dyskusji: w jakich dziedzinach chcielibyście Państwo zredukować wolność, “ściągnąć cugle”? Nie, nie innym - to byłoby zbyt proste. Sobie! Tylko szczera odpowiedź na to pytanie uczyni dyskusję na temat liberalizmu znaczącą.

Dodany: 10 kwiecień, 2006
Css Xhtml